Rozmowa z autorami „Walizki”

  • Blog

Zapraszamy do rozmowy przeprowadzonej z autorami komiksu Walizka.

W 2013 roku stworzyliście krótką animację La Valise, opowiadającą o wiedźmie pomagającej ludziom uciec przed reżimem. Jak wyglądała droga do momentu, w którym stwierdziliście „zróbmy o tym komiks”?

Morgane Schmitt Giordano: Ta krótka animacja była właściwie projektem studenckim. Po jej nakręceniu wszyscy skończyliśmy edukację i wiedzieliśmy, że chcemy stworzyć razem komiks. Mieliśmy wiele pomysłów, ale La Valise okazała się oczywistym wyborem. Ten krótki film jest niemalże teaserem, a my czuliśmy, że musimy rozwinąć historię naszej bohaterki, Cléophée. Była tajemnicą, w którą chcieliśmy się zagłębić.

Komiksowa Walizka wyraźnie odbiega od protoplasty. Reżim obrósł murami trzymającymi mieszkańców w uwięzi, pojawili się Zewnętrzni będący w opozycji do propagandy i brutalnych środków stosowanych przez władzę Naczelnika. Zachowaliście motyw wiedźmy Cléophée, walizki oraz tajemniczy nastrój. Cały czas przyświecała Wam chęć przełamania dystopijnego sztafażu magią?

Diane Ranville: Tak, punktem wyjścia zawsze była walizka i jej magiczne moce. W filmie krótkometrażowym wskazówki pozwalają zrozumieć, że akcja rozgrywa się w czasie drugiej wojny światowej we Francji. W komiksie postanowiliśmy odejść od konkretnego kontekstu historycznego: chcieliśmy, aby opowieść była bardziej uniwersalna, a nie uwikłana w historyczne detale czy dysputy – nie o to nam chodziło. Naszym zamiarem było przeniesienie tej opowieści na bardziej metaforyczny poziom, jak bajka lub mroczna baśń.

Nie odwołujecie się do konkretnych miejsc i dat, ale scenografia przypomina pierwszą połowę XX wieku. Skąd taka decyzja? 

DR: Myślę, że ten okres jest w pewnym sensie „mitem założycielskim” dla naszego pokolenia, przynajmniej we Francji. Druga wojna światowa to wielki konflikt, który nasi dziadkowie przeżyli jako dzieci lub nastolatkowie. Naziści są symbolem absolutnego zła, okupowali Francję, a walczący stawiali im opór. Dorastaliśmy w regionie (Alpy), gdzie ruch oporu był bardzo aktywny i to zbudowało mocny obraz, z którym dorastaliśmy. To oczywiście miało duży wpływ na fabułę. Nawet krajobraz opowieści, miasto pośród gór, wygląda bardzo podobnie do naszego rodzinnego Grenoble.

MSG: Poza tym ważna była atrakcyjność estetyki tego okresu, z Art Deco i Art Nouveau (Secesji) na czele, a także wpływ czarno-białych filmów noir z lat 50-tych, dzieł Hitchcocka czy oryginalnej Twilight Zone

Ta stylizacja i nazwanie dyktatora mianem Naczelnika (oryg. Dux) przywołuje skojarzenia chociażby z Benito Mussolinim, noszącym włoski tytuł „Duce” pochodzący właśnie od łacińskiego „DUX”, czyli lidera, przywódcy. To świadome zabiegi mające skłonić czytelnika do szukania podobnych smaczków czy zbieg okoliczności? 

DR: Jasne, ale ponownie oddaliliśmy się od rzeczywistości. Nie mówimy konkretnie o Mussolinim ani o żadnym innym dyktatorze. Nasze podejście było bardziej na poziomie symbolicznym. Dlatego właśnie użyliśmy łaciny jako języka ogólnego. Słowo „fürher” w języku niemieckim ma dokładnie takie samo znaczenie jak „duce”, czyli „przywódca” lub „wódz”. Jest to sposób na ucieleśnienie idei kultu osobowości.

Opowieść rozpoczyna się w punkcie, do którego dąży wiele dystopii, odkrywając przed bohaterami okrucieństwa i negatywne aspekty systemu, w jakim przyszło im żyć. Zamiast tego szybko przechodzicie do buntu ciemiężonych, przedstawiając go z perspektywy wiedźmy, niedostrzegającej znaczących różnic między obiema stronami konfliktu. Nasuwa się wniosek, że to nie ukazanie walki z dyktaturą było dla Was najważniejsze. Co w takim razie stanowi istotę Walizki?

DR: Tak jak mówisz, opowieść jest prowadzona z perspektywy czarownicy, Cléophée. Na początku jest ona nihilistką i egoistką – jej wartości moralne czy etyczne są niejednoznaczne.

Uwaga, spoiler! Kliknij, aby rozwinąć
W trakcie opowieści odkrywamy, że jej postawa jest wynikiem bardzo długiego życia na przestrzeni wieków, które uczyniło ją niewrażliwą na wzloty i upadki ludzkości.
 Interesowało nas opowiedzenie historii kogoś, kto posiada ogromną moc, ale jest zbyt obojętny, by choćby pomyśleć o wykorzystaniu jej dla czynienia dobra. Jednak wydarzenia w tej opowieści zmuszają ją do uświadomienia sobie, że nie może pozostać obojętna. Jak by to ujął Peter Parker „z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”. Więc tak, w tej perspektywie dyktatura jest bardziej tłem, ale nie sercem naszej fabuły.

O reżimie opowiadacie głównie obrazami – monumentalne budowle i posągi przytłaczają, na drugim planie odbywa się tłumienie wyzwoleńczych ruchów przez Cienie Naczelnika. Barwność ilustracji i baśniowa aura mogą sugerować tytuł dla młodych odbiorców, lecz nie brakuje brutalnych obrazów, a wydźwięk fabuły odbiega w kierunku starszych fanów komiksu. To zamierzony kontrast?

MSG: Myślę, że nigdy nie postrzegaliśmy tego jako kontrastu. Wielu ludzi uważa, że kolor jest dla dzieci, że nie jest poważny. Ale kolor ma ogromną moc narracyjną i szkoda byłoby się powstrzymywać od używania go przy opowiadaniu dojrzałych historii. W tej kwestii dużo czerpiemy z kinematograficznych odniesień. Spójrzcie, jak Denis Villeneuve używa koloru w Blade Runner 2049: jest elektryczny błękit, róż, nasycony pomarańcz… A mimo to historia jest intensywna. Kolor nie jest tylko dla dzieci, a przemoc nie jest tylko dla dorosłych 😉

DR: Tak. Myślę, że w studiu NEB kochamy popkulturę tak samo jak surową rzeczywistość, i być może używamy jednego do zaprezentowania drugiego. Jasne kolory, magia i ukryte wskazówki mogą być użyte do mówienia o polityce, wojnie i filozofii. Może właśnie dlatego La Valise ma tak zróżnicowaną publiczność: mieliśmy czytelników w wieku od 10 do 70 lat, mężczyzn i kobiety, którzy zanurzyli się w tej historii. Jest przyjemna do czytania i oglądania, ale ma też głębszą warstwę znaczeniową.

Gabriel Amalric: Również w tej opowieści kolory mają wartość narracyjną. Zielony, czerwony i żółty są związane z każdą z postaci, a ich silna obecność pozwala na odczytanie konfliktów między nimi. Czasem kolory podkreślają akcję, czasem zapowiadają kolejne rewelacje, w zależności od potrzeb scenariusza. 

Niebagatelny wpływ na odbiór historii mają zastosowane kody kolorystyczne. Miasto obfituje w czerń i czerwień, Cienie i Naczelnik faktycznie wyglądają jak cienie z kontrastowymi liniami bieli i ponownie czerwienią. Z kolei wiedźmie towarzyszą przeważnie niebieskie barwy. Jak przebiegało wypracowywanie takiego kierunku artystycznego?

MSG: Mieliśmy kinematograficzne podejście do kwestii kolorystyki, myśląc o niej w kategoriach ciągłości, zakłóceń i progresji intensywności – to coś, co zaczerpnęliśmy z tworzenia filmów animowanych. Oparliśmy się również na emocjonalnym znaczeniu kolorów, aby wpłynąć na czytelnika, kojarząc kolory z kształtami i symbolami. Na przykład kolor, który kojarzy nam się z Valérie, zaczyna się jako jasne, uwodzicielskie złoto, a stopniowo przechodzi w bardziej zielonkawy żółty, który wywołuje dyskomfort. Cléophée zmienia się pomiędzy jasnym fioletowo-niebieskim a miętowo-zielonym, w zależności od tego, jak używa swojej magii.

GA: Tak, w przypadku Cléophée kolory przechodzą od turkusu do mięty lub szaro-zieleni, a ich celem jest stworzenie aury tajemniczości i magii wokół postaci. Jeśli chodzi o reżim Naczelnika, czerwono-czarne odcienie łączą estetykę z XX-wiecznymi faszyzmami, ich ideologiami i nieubłaganą przemocą. Chcąc nie chcąc, Cienie przyswoiły sobie te wartości i są fizycznie objęte ideologią Naczelnika. Odcień czerwieni różni się w zależności od postaci, którą pokazujemy: dla Naczelnika jest to czerwono-pomarańczowy, taki sam jak flaga miasta, podczas gdy dla Komisarza jest to karmazyn, ponieważ jest on psem gończym reżimu i prawdziwym zagrożeniem dla Cléophée. 

DR: Jak stwierdził Gabriel, kolory naprawdę mają znaczenie narracyjne. Są wizualnymi metaforami, które reprezentują ideologie i magiczne wpływy.

Nieme obrazy, kadrowanie, sekwencje rysunków i przejścia pomiędzy nimi uświadamiają animacyjny rodowód komiksu. Jakie inspiracje, nie tylko filmowe, wpłynęły na Waszą wizję i sposób narracji?

MSG: Bardzo chcieliśmy uniknąć tkwienia w klasycznych kodach większości frankofońskich komiksów, które bywają zamknięte i monotonne. Chcieliśmy wyłamać się z typowych kwadratowych paneli i potraktować plansze jako przestrzeń do zagospodarowania i komponowania, aby wdrożyć sekwencyjną narrację. Bardzo podoba mi się ogromna swoboda amerykańskich komiksów pod względem storyboardów (na przykład w serii Batman pisanej przez Grega Capullo), więc bawiliśmy się stronami, naginając ustalone schematy, by stworzyć płynne i intensywne doświadczenie dla czytelnika. Japońska manga i anime również mają na mnie wpływ – a konkretnie twórcy tacy jak Hayao Miyazaki i Satoshi Kon: udaje im się tworzyć znaczące, kontemplacyjne obrazy, jak również wciągające, nerwowe sceny akcji – mają świetne wyczucie rytmu, czasu i bliskości z postaciami. Jeśli chodzi o filmy, wspomniałem już o Hitchcocku, ale myślę też o dziwnych filmach, takich jak Under the skin, który ma bardzo specyficzny rytm i atmosferę. Nie bez znaczenia jest też zapewne fakt, że Walizka była pierwotnie niemym filmem krótkometrażowym;

Świat przedstawiony jest zaskakująco bogaty w detale. Wspomniane posągi, wszędobylskie hasła i plakaty… Na koniec dostarczacie wglądu w historię Miasta i okolic za sprawą stylizowanych „Archiwów Podgórza”. Od początku zakładaliście takie uzupełnienie fabuły? A może to podwaliny pod inną opowieść rozgrywającą się w wykreowanym świecie?

DR: Uwielbiamy zaludniać nasze światy bogatym world buildingiem. To nadaje o wiele więcej głębi fikcyjnemu uniwersum. W tym celu czerpiemy wiele inspiracji z prawdziwego świata: rzeczywiste plakaty propagandowe i posągi, heraldyka… Jako pisarze, Morgane i ja nie możemy się od tego powstrzymać: wyobrażamy sobie historie postaci, dzieje miasta i tak dalej.

GA: Ja robię to samo z perspektywy wizualnej. Jako artysta tła, zastanawiam się jak wygląda miasto, jak zbudowane są ulice, place i budynki; tworzę wizualną tożsamość każdej lokacji. Przyglądam się prawdziwej architekturze i urbanistyce, a także inspiruję się grami wideo, w których opowiadanie historii za pośrednictwem scenerii jest głównym narzędziem narracyjnym, które uwielbiam rozwijać.

DR: „Archiwa” nie były pierwotnie planowane, ale w miarę jak posuwaliśmy się naprzód w tworzeniu koncepcji fabuły, stało się oczywiste, że wyobrażaliśmy sobie wiele backstories, które nie pasowałyby do rdzenia komiksu – dlatego zdecydowaliśmy się stworzyć dodatki na końcu dla czytelników, którzy chcą szukać wskazówek i informacji na pytania pozostawione bez odpowiedzi. Ale zastrzeżenie: nie jest to otwarcie się na sequel czy prequel. Jest wiele historii, które można by opowiedzieć o Cléophée, ale na razie nie pracujemy nad nimi!

Aby dowiedzieć się więcej o naszych innych komiksach i kolejnych projektach, możecie śledzić nas na Instagramie, Facebooku oraz Twitterze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *